Polski awans w rankingu UEFA: co stoi za marszem do czołowej dziesiątki?
· Autor: Karel Zbíral
Polska piłka zrobiła w ostatnich latach poważny krok naprzód. Jeszcze kilka sezonów temu Polska była w okolicach 30. miejsca w rankingu krajowym UEFA. Dziś jest jedenasta i puka do drzwi pierwszej dziesiątki.
Taki skok wart jest uwagi. Nie znaczy to, że polska piłka nagle stała się europejską potęgą. Pokazuje jednak, że w ostatnich sezonach polskie kluby zdobywają w europejskich pucharach wyraźnie więcej punktów niż kiedyś.
Co za tym stoi? Prawdopodobnie nie ma jednej prostej odpowiedzi. Współczynnik opisuje wyniki — nie tłumaczy, dlaczego klub albo cała liga do nich doszły. Kilka czynników układa się jednak z polskim awansem zarówno w czasie, jak i logicznie.
Liga Konferencji otworzyła nowe drzwi
Jednym z najbardziej widocznych czynników jest powstanie Ligi Konferencji w sezonie 2021/22. Nowe rozgrywki nie były oczywiście przywilejem samej Polski, ale dla krajów z przedziału mniej więcej 8.–20. miejsca oznaczały realną zmianę. Ich kluby mają teraz dużo bardziej realną drogę do fazy ligowej europejskich pucharów, a w kwalifikacjach Ligi Konferencji częściej występują w roli faworyta.
Ważny jest też system, w którym drużyny odpadające w kwalifikacjach wyższych rozgrywek spadają niżej i grają dalej. Porażka we wczesnej rundzie kwalifikacyjnej nie oznacza automatycznie końca europejskiej przygody — klub mimo to może dalej zdobywać punkty dla swojego kraju.
Ta większa liczba okazji może być jednym z powodów, dla których Polska zebrała w ostatnich latach tyle punktów. Sama Liga Konferencji oczywiście polskiego awansu nie tłumaczy — tę samą szansę dostały inne kraje, a Polska po prostu wykorzystała ją wyjątkowo dobrze. To, jak dokładnie trzecie europejskie rozgrywki zmieniły rachunek dla lig ze środka stawki, to temat na osobny artykuł.
To nie jest tylko Legia
Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się, gdy spojrzeć klub po klubie.
Przez ostatnich dziesięć sezonów, według danych w Coeff, polskie kluby zdobyły łącznie 247,5 punktu. Prowadzi Legia Warszawa z 82,5 punktu, za nią Lech Poznań z 58,25. W ostatnich latach bardzo wyraźnie dopisały się jednak dwie inne nazwy: Jagiellonia Białystok z 39 punktami i Raków Częstochowa z 36,75. (Pełne zestawienie z 15 lat, klub po klubie, jest w osobnym artykule.)
Te dwie ostatnie liczby są być może najciekawszą częścią całej historii.
Jagiellonia i Raków zebrały razem 75,75 punktu — prawie tyle, co sama Legia. Nie umniejsza to Legii; w dziesięcioletnim oknie pozostaje ona zdecydowanie najskuteczniejszym polskim klubem. Uderzające jest to, że większość punktów Jagiellonii i Rakowa powstała w ostatnich pięciu sezonach — dokładnie wtedy, gdy współczynnik Polski zaczął ostro rosnąć. Pokazuje to, że europejskie punkty polskich klubów nie są już skupione w jednej czy dwóch tradycyjnych nazwach i że w ostatnich latach do Legii i Lecha dołączyły inne drużyny zdolne realnie dokładać się do dorobku.
Raków jest tu przykładem szczególnie wyrazistym. W dziesięcioletnim oknie pojawia się w europejskich pucharach dopiero w sezonie 2021/22 — a przez pięć kolejnych sezonów zebrał 36,75 punktu. Jego awans nie był przy tym jednosezonowym przypadkiem: pod wodzą właściciela Michała Świerczewskiego klub przebił się z niższych lig aż do mistrzostwa w sezonie 2022/23. Świerczewski został jedynym właścicielem Rakowa pod koniec 2014 roku i od tego momentu klub przeszedł wyraźny rozwój sportowy.
Historia Jagiellonii jest inna, ale efekt podobny. W ostatnich latach klub stał się jedną z polskich drużyn regularnie grających w Europie, a w sezonie 2024/25 dotarł nawet do ćwierćfinału Ligi Konferencji — to najlepszy europejski wynik w historii klubu.
Dla współczynnika kraju ma to ogromne znaczenie. Jeden skuteczny klub potrafi przynieść duży dorobek punktowy, ale gdy dołączają kolejne konkurencyjne drużyny, kraj ma znacznie większą szansę na trwały wzrost.
Efekt, który narastał od dawna
Kolejnym możliwym elementem wyjaśnienia jest długofalowy rozwój polskiego środowiska piłkarskiego.
Ważnym punktem zwrotnym było Euro 2012, które Polska współorganizowała z Ukrainą. Turniej przyniósł nowe, duże stadiony w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu, a modernizacja infrastruktury objęła też miasta spoza tej czwórki. Sama Ekstraklasa opisuje dziś ostatnie dwie dekady jako istotną przemianę infrastrukturalną polskiej piłki.
Byłoby jednak zbyt prosto twierdzić, że to nowe stadiony spowodowały wzrost współczynnika. Bezpośredniego związku nie da się zmierzyć. Nowocześniejsze stadiony mogą jednak tworzyć lepsze warunki dla frekwencji, przychodów komercyjnych i funkcjonowania klubów w ogóle — a to są czynniki, które w wynikach sportowych potrafią odezwać się dopiero po latach.
Podobnie należy potraktować wielkość polskiego rynku. Ekstraklasa gra w kraju liczącym 38 milionów mieszkańców, a piłka ma w Polsce naprawdę mocną pozycję. Siła ekonomiczna ligi, frekwencja, przychody z transmisji i z komercji oraz zdolność klubów do przyciągania inwestorów — wszystko to może tworzyć środowisko, w którym łatwiej zbudować konkurencyjną drużynę. Znaczenie gospodarcze Ekstraklasy zresztą w ostatnich latach rośnie.
Także tutaj trudno jednak powiedzieć, że ten jeden czynnik bezpośrednio spowodował wzrost współczynnika. To raczej kolejny element większej całości.
Być może chodzi przede wszystkim o zbieg okoliczności
To jest według mnie najciekawsza część polskiego awansu. Może wcale nie stoi za nim jeden przełomowy moment.
Liga Konferencji dała klubom nowe możliwości i często zmieniała outsiderów w faworytów — a Polska wykorzystała tę szansę najlepiej, jak się dało. Jednocześnie w ostatnich latach pojawiło się więcej klubów zdolnych regularnie grać w Europie, a część z nich, jak Raków i Jagiellonia, urosła bardzo wyraźnie. Do tego dochodzą czynniki długofalowe: nowocześniejsza infrastruktura, wielkość rynku, frekwencja, kondycja finansowa klubów i konkretne inwestycje poszczególnych osób. W przypadku niektórych klubów widać wyraźnie, że konsekwentna praca i stabilny projekt potrafią dać wyniki, które jeszcze kilka lat wcześniej wyglądałyby na mało prawdopodobne.
Może więc nie należy szukać jednej przyczyny, dla której Polska awansowała z dolnej połowy rankingu pod same drzwi czołowej dziesiątki. Bardziej prawdopodobne jest to, że kilka rzeczy zeszło się w odpowiednim momencie.
A wynik widać wprost we współczynniku. W ciągu kilku lat Polska przesunęła się z odległego miejsca poza pierwszą dwudziestką (28.) na 11. i realnie walczy o wejście do dziesiątki najlepszych piłkarskich krajów Europy. Czechy pokazują zresztą, że taka droga jest możliwa — w ostatnich latach przesunęły się mniej więcej ze środka drugiej dziesiątki do pierwszej. Główna różnica polega po prostu na tym, jak gwałtowny był awans każdego z tych krajów.
Najbliższe sezony pokażą, czy polski awans to trwała zmiana, czy tylko bardzo dobrze rozegrany rozdział. Współczynnik ostatecznie nie nagradza potencjału, wielkości rynku ani liczby nowych stadionów. Nagradza europejskie wyniki. A polskie kluby muszą je zdobywać dalej, rok po roku.
Coeff śledzi ranking i punkty każdego klubu sezon po sezonie na żywo — za darmo, bez rejestracji.